Piękno jest w nas
Tak więc, jeśli dzieje się coś pozytywnego w naszym życiu, bije od nas radość, pozytywna energia. Wtedy nawet z potarganymi włosami oraz w niemodnej sukience wyglądamy pięknie. Otoczenie nie ma wątpliwości, że jesteśmy szczęśliwe, bo nikomu jeszcze nie udało się ukryć swojego szczęścia. Jeśli jednak przeżywamy problemy, odbija się to na naszym wyglądzie i wpływa na rodzaj sygnałów, jakie wysyłamy światu. Podświadomie swym smutkiem chcemy np. odstraszyć innych, aby zatopić się w samotności… lub przeciwnie, przyciągnąć uwagę, aby uzyskać wsparcie.
Zauważ, jak często problemy życiowe odbijają się na zdrowiu: czasem nie wiadomo skąd, nagle dostajemy gorączki, spada nasza odporność, chodzimy senne i bez energii. Gdy jednak przyjrzysz się swojemu sposobowi odbierania rzeczywistości, będzie ci łatwiej wcześniej zauważyć niepokojące sygnały, które wysyła ci organizm (zaburzenia snu, problemy z odżywianiem, blada, zmęczona cera). Przede wszystkim przestaniesz zarzucać sobie np. zbytnią emocjonalność lub nadwrażliwość. Nasze ciało to najdokładniejsza mapa i GPS w jednym. Warto tylko się w nie wsłuchać, gdy mądrze podpowiada, co ci szkodzi, a co służy.
Wygląd a dobre samopoczucie
Według badań pierwsze 30 sekund spotkania decydują o wzajemnej ocenie. Trudno zatem nie dostrzegać roli, jaką odgrywa wizerunek w naszych codziennych relacjach z ludźmi. Na to, w jaki sposób jesteśmy postrzegane, aż w 93% wpływają: wygląd zewnętrzny, ubiór, język, jakim się posługujemy i nasz sposób bycia. Pytanie, czy umiemy z tego korzystać? W jaki sposób to robimy? Czy robimy to dla siebie czy dla innych? Jeśli dostajemy od świata pozytywne informacje zwrotne na temat wyglądu, wzmacnia to nasze samopoczucie i postrzeganie siebie. Jeśli jednak jesteśmy tak niepewne siebie, że swoją wartość budujemy jedynie na komunikatach z zewnątrz, jest to wyjątkowo nietrwały fundament. Pełnimy w życiu wiele funkcji i wchodzimy w kilka ról społecznych, niestety potrafimy się w tym bardzo zatracić, zapominając o sobie i swoich potrzebach. Przypomnij sobie starą zasadę: nigdy wszystkich nie zadowolisz. Nie na tym też polega życie, nie trać więc na to czasu, poświęć go lepiej na budowanie swojego szczęścia, które będzie promieniowało na innych.
Dzisiejszy świat pędzi, a więc w trakcie krótkiego spotkania nie mamy czasu, by zagłębiać się w osobowość drugiego człowieka. W związku z tym ludzie atrakcyjni od razu otrzymują bonus: są odbierani jako sympatyczniejsi, inteligentniejsi, zdolniejsi... jest więc o co walczyć! Poznając kogoś nowego, świadomie bądź nieświadomie go oceniamy. To normalne zachowanie, które pozwala uporządkować otaczający nas świat. Po prostu: myślimy stereotypowo, ładną osobę odbieramy jako dobrą, lubimy też otaczać się ładnymi ludźmi.
Zespół Marie Lõhmus z Uniwersytetu Uppsala w Szwecji przeprowadził badania, w których sprawdzono, jakie niewerbalne sygnały wysyłają otoczeniu kobiety w wybranym stroju. I jak na te sygnały reagują mężczyźni. Eksperyment był bardzo prosty. Poproszono kobiety o przebranie się w różne ubrania, przy czym nie każdy z zaproponowanych strojów pasował uczestniczkom eksperymentu. Stworzono więc trzy sytuacje, w których ta sama kobieta:
– ubrana była w strój, który jej się podobał i czuła się w nim bardzo atrakcyjnie,
– ubrana była w strój wygodny, niewpływający na jej atrakcyjność,
– uważała swój ubiór za nieatrakcyjny i czuła się w nim brzydko.
Każdorazowo badacze fotografowali twarze kobiet w trzech różnych sytuacjach, prosząc je, by nie okazywały swoich emocji. Mężczyźni oceniali więc atrakcyjność kobiet wyłącznie na podstawie zdjęć twarzy. Okazało się, że jako najbardziej atrakcyjne panowie ocenili twarze tych kobiet, które faktycznie czuły się świetnie w swoim ubraniu, a jako nieatrakcyjne, te, które de facto czuły się źle w wybranych ubraniach. Badanie wykazało więc silny związek między wyglądem zewnętrznym a odczuwalną pewnością siebie (wynikającą z wyglądu zewnętrznego) oraz tym, jak postrzega nas otoczenie.
Presja bycia idealną
Żyjemy w epoce obrazkowej. Telewizja, kolorowe czasopisma, Internet zalewają nas informacjami o tym, jak należy żyć, jak wyglądać. Z jednej strony kształtują nasz styl, lansują zdrowy tryb życia, przekazują cenne i wartościowe informacje. A z drugiej strony przekaz medialny prowokuje do podejmowania błędnych decyzji (operacje plastyczne, drakońskie diety). Zatraca się wówczas granica między rzeczywistymi potrzebami a irracjonalnym pędem do doskonałości.
Istnieje w nas przekonanie, że bycie kobietą idealną ułatwi nam życie, wpłynie na poczucie własnej wartości i doda pewności siebie. Tylko jaki idealny obraz mamy na myśli? I czy na pewno jest to nasz pomysł na siebie, czy też został narzucony wymogami świata zewnętrznego?
Każda z nas posiada własną definicję ideału – dla mnie idealną jest osoba żyjąca w zgodzie ze sobą, emanująca pozytywną energią, realizująca się i spełniająca w życiu. I ma to niewiele wspólnego z idealnym wyglądem.
To, jak wyglądamy, jest jednym z elementów komunikowania się ze światem. W zamian dostajemy adekwatną odpowiedź, np. określone relacje lub ich brak. I nie ma to wiele wspólnego z odczuwaniem własnej wartości, która może wzrastać w inny sposób, niekoniecznie poprzez kreowanie wizerunku. Swoją postawą, strojem a nawet doborem kolorów stylizacji sygnalizujemy coś o sobie. Zwróć uwagę, że często zaburzenia depresyjne zaczynają się od „niewinnego” zaniedbywania wyglądu, codziennego makijażu, chodzeniu ciągle w tych samych, głównie ciemnych ubraniach. Łatwo zlekceważyć takie zachowania, a one nierzadko są pośrednim komunikatem: na niczym mi nie zależy, jest mi wszystko jedno. Na pewno warto być uważnym, by dostrzegać takie zmiany zarówno u siebie, jak i u bliskich.
Źródło naturalnego piękna
Michel Quoist, francuski pisarz i duchowny, twierdził, że prawdziwe piękno jest odblaskiem duszy. Osobisty rozwój, który tak naprawdę jest źródłem naturalnego piękna, jest trudny do osiągnięcia, ale nie niemożliwy. Wymaga dużego nakładu pracy, właściwego uporządkowania i nazwania swoich doświadczeń życiowych oraz zaakceptowania swojej historii.
Niezbędne jest polubienie siebie w tym momencie życia, w którym jesteśmy. Ale nie warunkowo: polubię się, gdy zmienię swój wygląd, zrzucę kilka kilogramów i zmienię podejście do świata. Najlepiej jest, gdy działa to równolegle – akceptacja siebie współgra ze zmianami widocznymi dla innych i dla siebie samej. Niestety krótszą, łatwiejszą, a zarazem bardziej kuszącą drogą niż własny rozwój jest zadbanie o oprawę zewnętrzną. Bycie ładniejszym i atrakcyjniejszym wspomaga pozytywne cechy, które prezentujemy światu – jest nam przez to łatwiej. Tkwi w tym jednak zagrożenie przekroczenia cienkiej granicy dbania o siebie na rzecz zatracenia się w tych zmianach. Może to prowadzić do pewnego rodzaju uzależnienia, kiedy to, np. zabiegi upiększające zaczynają być niezbędne do tego, by poczuć się wartościową kobietą. W pewnym momencie zostaje też przekroczona granica pomiędzy zdrową chęcią bycia atrakcyjnym a ciągłym niezadowoleniem z własnego wyglądu. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy zabiegi stają się narzędziem do rozwiązywania własnych problemów, których źródło tkwi w zupełnie innym miejscu
Żabi skok czy małe kroczki?
Istnieje w nas silna wiara, że zmiany są możliwe. Programy telewizyjne o szybkich metamorfozach robią przecież oszałamiającą karierę. Oglądamy je i myślimy sobie: też bym tak chciała. Na naszych oczach uczestniczka programu przestaje być brzydkim kaczątkiem, a co za tym idzie, poprawia się jej samopoczucie. Nikt jednak nie pokazuje, co dzieje się dalej. Czy świat tej osoby się zmienił? Czy jej życie nabrało innej, lepszej jakości? A przede wszystkim, czy nadal ona sama i ludzie wokół niej podziwiają jej przemianę?
Czasami potrzeba zewnętrznej siły, drugiej osoby, aby przekonać nas, że warto podjąć trud przemiany, że jest ona możliwa, że mamy ją na wyciągnięcie ręki. Ta siła może być impulsem do początku zmian. Ważne, aby wiedzieć, czy chcę tej zmiany dokonać i czego ma ona dotyczyć? Co ma to w moim życiu zmienić? Co wesprzeć, a co wyeliminować? I co jest moją motywacją? Wewnętrzna motywacja jest najsilniejszym impulsem do pracy nad sobą.
Każda z nas ma indywidualną, wewnętrzną dynamikę rozwoju, różny poziom mobilizacji do zmian, ogranicza nas lub wspiera sytuacja życiowa. Gdy gdzieś w środku coś „uwiera”, czasem potrzebny jest żabi skok a czasem małe kroczki, aby sobie pomóc. Ten krok: czy duży, czy mały, jest trudny do zrobienia, bo wymaga odwagi... ale na pewno warto!
Kiedy słyszę stwierdzenie: „to co na zewnątrz nie jest istotne, ważne jest tylko wnętrze...” zastanawiam się, z jakiego powodu nasza zewnętrzność nie miałaby oddawać tego, co wewnętrzne? Te dwie sfery powinny harmonijnie współgrać i uzupełniać się. Związek pomiędzy wyglądem, subiektywnie odczuwanym poczuciem własnej wartości, a tym, jak odbierają nas inni, jest bardzo silny.
Jesteś piękna, myśl tak o sobie, a będziesz tak postrzegana!
Cały artykuł można znaleźć w książce Agaty Dominik „Po drugiej stronie lustra” wyd. Bernardinum 2015.
Z wykształcenia jestem magistrem psychologii i socjologii oraz certyfikowaną psychoterapeutką i seksuologiem. Ukończyłam Uniwersytet Śląski w Katowicach oraz Uniwersytet SWPS w Katowicach. Kwalifikacje do pracy w zawodzie zdobyłam kończąc Szkołę Psychoterapii w Instytucie Terapii Gestalt w Krakowie akredytowanym przez European Association for Psychotherapy oraz seksuologię kliniczną pod opieką Zbigniewa Lwa-Starowicza w Warszawie. Ukończyłam ponadto Studium Profilaktyki Uzależnień oraz Studium Metod Psychokorekcyjnych organizowane przez warszawskie Towarzystwo Psychoprofilaktyczne.